PO ROZUM DO GŁOWY (czyli Foku i jego humory)

DSC_4066

Ten problem był u niego od zawsze, od zawsze był stetryczałym marudnym dziadem, który ma swoje fochy i humory, a strategicznym miejscem uruchomiającym te humory było łóżko. Przylazłem tu i lezę, ale ty mnie nie dotykaj, bo się wkurzę. Warczał na mnie jak przesadzałam z czułością, warczał na moją mamę jak wchodziła do pokoju, a on leżał na łóżku. Kiedyś nawet dziad paskudny kłapnął na nią zębami jak próbowała go zgonić. Nigdy jednak nie posunął się o krok dalej, a wiem że jeśli by tylko chciał to by to zrobił. Z czasem okazało się, że ten typ tak po prostu ma, że jest dziadem, marudą, zawłaszczaczem pieleszy, panem nieruszalskim itd.

Bardzo chciałam móc leżeć z nim na łóżku, kto z psiarzy tego nie lubi, a jeszcze w taką aure jak teraz. Jesień, koc, łóżko, herbata i pies pod kocem. Dlatego nadal go wpuszczałam, ale za każdy mruk był wypad z pieleszy. Szybko skumał o co chodzi i np na widok mojej mamy sam zaczął schodzić z łóżka z marudnym pomrukiwaniem. Ja też trochę odpuściłam z nadmiarem czułości. Bardzo przełomowy był dla nas kurs masarzu GaSa, który bardzo zmienił moje postrzeganie psich bliskości. Tak nauczyliśmy się rozwiązywać nasze łóżkowe problemy ;) Włażenie na łóżko tylko po zaproszeniu przez nas i natychmiastowy wypad za warkoty. Łóżko to zwykły zasób jak spacer, żarcie, czy zabawki. Dam ci pokożystać, ale na moich warunkach.

Wcale mnie nie zdziwiło jak problem tegoż zasobu powrócił przy Jaśku. Włazi Knur, układa się, Jasiek się zbliża, już widzę, że świnia robi oko, dziecko go dotyka, a ten swoje….no to wypad z łóżka. Tak było przez kilka tygodni, może nawet miesięcy. Czasem bidok był rozdart, wlazłby na łóżko, ale ten mały trol tam buszuje. Wchodził, zaraz schodził, wreszcie potrzeba leżenia na łóżku wygrała. Dostosuję się do tych waszych durnych zasad, nawet zniosę tego smroda, tylko dajcie poleżeć. Zadziałał ten sam schemat wypad za warczenie i pilnowanie Jaśka by nie przesadzał z miłością do psa.

Patrząc na to z boku można by pomyśleć, że to niebezpieczna sytuacja, że warczenie jest bardzo poważnym sygnałem ostrzegawczym i psu nie wolno tego robić. No bo nie powinien warczeć, tak samo jak ja nie powinnam np krzyczeć na dziecko (albo mówić przez zęby, co jest u mnie oznaką wysokiego stopnia wkurzenia), ale niestety czasem to robię. Nie będę tłumaczyć Knura, bo jego zachowanie mi się nie podobało i za każdym razem pokazywałam mu to ograniczając dostęp do zasobu jakim jest łóżko. Pies zrozumiał i się trochę ogarnął, nadal jest nadzór, konsekwencja i pilnowanie zasad, ale i Fokus nadal jest tym samym stetryczałym mruczącym dziadem.

Wydaje mi się, że niesamowicie ważną kwestią w budowaniu relacji dziecko – pies to ZNAĆ SWOJEGO PSA, wiedzieć na co można mu pozwolić, a na co nie, jakie są jego progi wytrzymałości, co go prowokuje, a co wycisza. Dzięki temu w bezpieczny sposób możemy nadzorować swoje pociechy. Ja znam Fokusa i czułam, że z tym łóżkiem prędzej czy później się ogarnie i z dnia na dzień coraz więcej jest w stanie zaakceptować. Jego próg wytrzymałości znacznie się przesunął i jesienne wieczory spędzamy wszyscy w barłogu.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.