MOJE! MOJE! (komu wolno być zazdrosnym?)

dav

Już niecały miesiąc został do dnia zero. Czas najwyższy na ostatnie przygotowania. Trzeba było odświeżyć tapicerkę leżaczka, fotelika do samochodu i wózkowej gondoli. Nagle wszystkie wydawałoby się nieistotne graty z których Jasiek korzystał jako bobas zaczęły być JEGO i tylko JEGO. No to ja z gadką, że to dla Ryśki będzie, tłumaczę, opowiadam. Do tej pory działało, a tutaj opór „nie! moje!”. Trochę mnie to zmartwiło, bo jak na razie wszystkie opowieści o siostrze przyjmował z entuzjazmem, ale kiedy doszło do konieczności oddania, czegoś co było jego to w dwulatku odezwał się bunt.

No nic jakoś przez to przebrniemy. Nie chcę robić na siłę akcji „oddawaj wózek”, ale chociaż będę matką kangurzycą to na pewno będę też potrzebować wózka dla Ryśki. Mam kilka pomysłów na przepracowanie tego problemu. Zamówiłam platformę do wózka dla Jaśka – pójdziemy na spacer wozić lalkę i jeździć na platformie, mam nadzieję, że mu się spodoba. Nie mam zamiaru chować części spacerowej dla niego – myślę że w sytuacji kiedy będę musiała wyjść sama z całą trójką wygodniej będzie mi wziąć mała w chustę, a Jaśka do wózka. W sumie bardziej nastawiam się na akcję „podziel się wózkiem”. Kurczak to mądry chłopiec i wiele spraw da się z nim załatwić bez awantur, tylko trzeba próbować się z nim dogadać, a nie koniecznie udowadniać mu coś na siłę, bo to go tylko nakręca w drugą stronę.

Całe to zamieszanie z wózkiem dało mi dużo do myślenia odnośnie przyjęcia na świat Gabryśki przez jej starszego brata. Oczywiście przez cały okres ciąży starałam się choć trochę przygotować tego gentlemana na pojawienie się siostry. Przede wszystkim było dużo rozmów, wspólne zakupy, przygotowania, oglądanie jego zdjęć jak był noworodkiem, była lalka, były książeczki z cyklu „będę mieć rodzeństwo”, było macanie brzucha i chyba najważniejsze – wizyta u mojego brata, któremu właśnie urodził się syn. To dopiero było przeżycie dla dwulatka, na własne oczy zobaczyć takiego małego człowieka. Jasiek był totalnie zafascynowany małym Arturem i na krok go odstąpić nie chciał.

Mimo wszystko afera wózkowa jakoś szerzej otworzyła mi oczy uświadamiając jak trudne dla Jaśka mogą być narodziny siostry, jak bardzo będzie potrzebował naszego wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, tego że jest nadal kochany i ważny w naszym życiu.

Przy tym wszystkim problemy psiej egzystencji po pojawieniu się dziecka w domu wydają mi się dość błahe. Patrząc na mojego Fokusa jestem pewna, że narodziny Jaśka kosztowały go o wiele mniej stresu niż narodziny Gabryśki będą kosztować Jaśka. Dlaczego więc kiedy pierwszy raz byłam w ciąży ludzie w moim otoczeniu byli tak bardzo ciekawi czy pozbywam się psa, albo czy jest on zazdrosny o dziecko, a teraz praktycznie nikogo nie interesują uczucia mojego syna. Czyżby on z założenia społeczeństwa musiał akceptować sytuacje. Co tam akceptować „Pewnie się cieszysz, że będziesz miał rodzeństwo” ile razy ktoś tak do niego gadał.

Nie rozumiem toku myślenia takich osób:

1. Widzą babę w ciąży z psem – uuuuu pies na bank będzie zazdrosny o dziecko, a najlepiej się go pozbyć przed porodem, bo pogryzie dziecko (tak jakby dziecko z psem nie mogło razem żyć i się bawić)
2. Widzą babę w ciąży z małym dzieckiem – ale fajnie będziesz miał się z kim bawić, oraz żyli długo i szczęśliwie (tak jakby rodzeństwo nigdy się nie kłóciło, albo co gorsza tłukło)

A prawda jest taka, że i pies i dziecko i rodzice muszą jakoś przejść przez te trudne chwile, bo one się pojawiają razem z noworodkiem we wszystkich domach i rodzinach bez względu na ich skład. Taka jest po prostu kolej rzeczy. Amen

2 Komentarze

  1. Wow, w życiu by mi do głowy nie przyszło, że pies przy dziecku może być problemem, raczej trudniejsza wydaje mi się sytuacja między przyszłym rodzeństwem. Trzymam kciuki, żeby te trudniejsze chwile was nie przytłoczyły za nadto :)
    pozdrawiamy!

  2. Kiedy się rodziłam, zarówno moja starsza siostra, jak i jej pies, byli cholernie zazdrośni. Tyle, że nikt ich nie oddał. Pies dożył spokojnie starości przy naszym boku, a z siostrą, teraz już dorosłą, niejednokrotnie się kłócę i tłukę. Tak już jest w rodzinie.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.