DYLEMATY SMYCZOWE

dav

Smycz to takie specyficzne narzędzie. Z jednej strony jestem jej gorącym zwolennikiem, szczególnie w przestrzeni miejskiej. Zapewnia ona bezpieczeństwo psu i jego otoczeniu. Szczególnie jeśli spacerujemy po osiedlach, parkach, albo przy ulicach. Osobiście nie wyobrażam sobie spuszczenia mojego psa ze smyczy w takim miejscu, bo jest nygusem, bo ludzie się go boją, bo takie są przepisy, ale nawet jeśli byłby ostoją spokoju nadal prowadzałabym go na smyczy. Dlaczego? Bo już dwa razy na moich oczach łagodny pies spacerujący bez smyczy zginął pod kołami samochodu.

Smycz była dla nas dużym utrapieniem, szczególnie kiedy Fokus był młodszy. Najpierw nie chciał na niej chodzić w ogóle (nic dziwnego skoro pierwszy raz znalazł się na smyczy jak miał pół roku), a później ciągnął jak dziki. Walczyłam z tym na różne sposoby….intensywne spacery – żeby go wylatać; worek smakołyków – żeby nie robił osła i szedł przez osiedle; kantar, lub obroża zaciskowa – żeby być w stanie go utrzymać. Wtedy wymagałam pełnego posłuszeństwa, psa przy nodze, luźniej smyczy i żadnych wyskoków. Jak jest dziś? Dziś myślę że smycz dla psa to coś nienaturalnego i często trudnego do ogarnięcia, a to czy zaczyna na niej ciągnąć zależy od wielu różnych czynników zaczynając od rodzaju smyczy i tego co ma na sobie pies.

Najbardziej nie lubię zwykłej, krótkiej smyczy, bardzo często na niej ciągnie, bo jest jej po prostu za mało, bo chce iść tam pół metra dalej powąchać tamten krzak, a mnie wlecze za sobą. Zmiana narzędzia spacerowego na smycz automatyczną (przy niej używam głównie szelek, ostatecznie zwykłej szerokiej obroży, ale nigdy pół-zacisku), albo na linkę eliminuje ten problem. Niestety nie są to narzędzia idealne, na szelkach i flexi trudniej zapanować nad psem w sytuacjach krytycznych, a z kolei zwijanie liny bywa dość kłopotliwe.

Przez ostatnie 2 tygodnie miałam dużo czasu na samotne spacery z psem, mogłam się bliżej przyjrzeć temu jak one wyglądają i co jest do poprawki. Zaczęłam od tras Wiślanych, od linki i obroży pół-zaciskowej. Odrobina pracy i ciągłość spacerów bardzo szybko zaowocowały, czułam że mam nad nim naprawdę dużą kontrolę, że spacery przychodzą nam z łatwością i są prawdziwą przyjemnością, że wystarczą drobne poprawki i Fokus zachowuje się niemalże wzorowo zarówno na smyczy jak i bez niej.

Idąc krok dalej wzięłam pod lupę dużo trudniejsze okoliczności – szelki + flexi + spacer w osiedle (a konkretnie do piekarni). Teoretycznie mogłabym z psem chodzić tylko nad Wisłę, ale praktycznie bardzo często zaliczam spacer z psem + piekarnia. Tutaj o wiele większym problemem jest nie chodzenie na smyczy, czyli osioł. Pies jak czujnik w stronę od domu stoi, każe się prosić, namawiać, ciągnąć żeby zrobić kolejny krok, a do domu śpieszy mu się niesamowicie. Jak musiałam dodać jeszcze do tego spaceru Jaśka, to była to istna gehenna. Teraz jesteśmy we 2 i mogę spokojnie skupić się na psie. Jest dużo gorzej niż w wersji „spacer nad Wisłę”, ale są perspektywy :D Tym bardziej, że większość tych zachowań już przerabialiśmy. Dlatego spacerujemy do piekarni, nawet jeśli nie muszę kupić chleba, a mam wolne 40minut.

Skoro już nie raz pracowaliśmy nad chodzeniem na smyczy to czemu trapią mnie dylematy smyczowe? Bo chociaż każdy z nas potrafi biegać to zawsze ci którzy biegają regularnie będą robić to lepiej. Tak samo jest z moim psem, on umie chodzić ładnie na smyczy, ale przestałam z nim ćwiczyć i chłopak wypadł z formy. Także odkurzanie dziadka ciąg dalszy

kp2 smycz

 

 

4 Komentarze

  1. Hmm… jeśli chodzi o smycz automatyczną, to jej nie znoszę. Uważam, że właśnie ona ogłupia psa (którego właściciel do tego nie przywiązał uwagi, aby chodzenia na smyczy go nauczyć). Raz się blokuje na jakiejś długości, za chwilę na innej… Wg mnie na pewno nie jest dobra do uczenia psa chodzenia na smyczy.

    Przypadły mi do gustu smycze z takimi haczykami na jej długości, których były chyba trzy i długości określone konkretnie, zawsze te same. Nigdy nie używałam tego ostatniego, przy obroży, ponieważ smycz była nieznośnie krótka, ale środkowy i ten bliżej mojej dłoni sprawdzały się idealnie.

    To tak z moich doświadczeń.
    Pozdrawiam :)

    • Flexi na pewno nie jest dla każdego psa, ale dla nas w środowisku miejskim i przy wózku jest na maksa wygodna. Szczerze, to przy wybieganym dziewięcioletnim psie nie wyobrażam sobie bez niej życia. Łazi sobie wącha, marudzi i te kilka metrów nam starcza na tyle żeby nie szarpać siebie nawzajem.

  2. Fajnie, że opisałas swoje doświadczenia. Pamietam mój pierwszy spacer na luźnej smyczy z Lilką. To był szok i niedowierzanie, ale miesiąc ćwiczeń zaowocował nie podduszaniem się i zminimalizowaniem ciągniecia. Też nie wyobrażam sobie psa w miescie bez smyczy. Niestety wielu naszych sąsiadów ma szerszą wyobraźnie i co chwilę podlatuje do nas biegajacy luźno przy ulicy pies. Ile juz awantur o to było, ile stresu po obu stronach smyczy. ludzie nie znają przepisów no i zawsze słyszymy to samo „Mój piesek nic nie zrobi”, grrr…

  3. Smycza to tylko narzedzie i jako taka nie oglupia
    Jak pies spokojny i ulozony, to nawet na ringowce mozna wyjsc
    a jak temperamentny i reaktywny dzik, to juz czlowiek sie nad lancuchem zastanawia..
    ta z haczykami jest calkiem spoko (miasto – najkrotsza skwerki srednia, parki, laki, teren gdzie ne mozna puscic psa luzem – najdluzsza) ale moj ulubiony zestaw to lina 4m/2m i bardzo krotka smycz (sama petla na reke +karabinek) – sprawdza sie i u weta, i w tlumie, i w sytuacjach gdze trzeba trzymac psisko przy sobie.. jakby co to i nieswojego piesa idzie latwo zlapac, zapiac na smycz i odstawic do wlascicela…

    co do obrozy lub szelek mi tam nad psem w sytuacjach krytycznych latwiej zapanowac jak ma szelki..

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.